Co pić w trakcie treningu

Co pić w trakcie treningu piłki nożnej?

W świecie piłki nożnej mnóstwo uwagi poświęcamy sprzętowi. Wybieramy najnowsze modele butów, inwestujemy w oddychającą odzież termiczną i godzinami analizujemy taktykę. Jednak kiedy przychodzi do pakowania torby na trening, często bez głębszego zastanowienia wrzucamy do niej pierwszy lepszy napój kupiony w osiedlowym sklepie. To ogromny błąd, który na boisku może kosztować nas zwycięstwo. Badania z zakresu medycyny sportowej jasno dowodzą, że utrata wody na poziomie zaledwie 1-2% masy ciała sprawia, że zawodnik zaczyna podejmować gorsze decyzje, ma wolniejszy czas reakcji i popełnia znacznie więcej błędów technicznych, w tym związanych z celnością podań. W piłce nożnej ułamek sekundy decyduje o tym, czy piłka dotrze do napastnika, czy zostanie przejęta przez obrońcę. Odpowiednie nawodnienie to absolutny fundament formy.

Należy jednak pamiętać, że organizm dziesięciolatka, nastolatka w okresie dojrzewania i dorosłego profesjonalisty funkcjonują zupełnie inaczej. To, co napędza zawodowca, może zaszkodzić dziecku. Co zatem pić w trakcie treningu, a czego bezwzględnie unikać?

Złota zasada dla dzieci (do 12-13 roku życia)

Organizm młodego piłkarza w wieku szkolnym znacznie różni się od organizmu osoby dorosłej. Dzieci na boisku mocno się nagrzewają, ale ich gruczoły potowe nie są jeszcze w pełni rozwinięte, przez co pocą się słabiej i tracą z potem znacznie mniej kluczowych minerałów, takich jak chociażby sód. Z tego powodu pakowanie dziesięciolatkowi na standardowy, godzinny trening kolorowego, sklepowego izotoniku mija się z celem. Podstawą nawodnienia w tej grupie wiekowej powinna być dobrej jakości czysta woda mineralna.

Największym wrogiem najmłodszych na boisku jest to, że w ferworze gry po prostu zapominają o piciu. Mechanizm pragnienia u dzieci jest opóźniony. Kiedy pochłonięty grą młody zawodnik podbiega do trenera i mówi, że chce mu się pić, zazwyczaj znajduje się już w fazie wczesnego odwodnienia. Właśnie dlatego eksperci z zakresu medycyny sportowej zalecają, aby dzieci nie piły wyłącznie „na pragnienie”. Trenerzy powinni zarządzać regularne, przymusowe przerwy na picie co 15 do 20 minut. W tym czasie młodsze dzieci powinny wypijać około 10 łyków wody (około 150 ml), a te nieco starsze i cięższe około 20 łyków (około 300 ml). Taka rutyna uczy zdrowych nawyków i zapobiega przegrzaniu organizmu.

Czas na świadome zarządzanie energią u młodzieży (13-17 lat)

W okresie dojrzewania zasady gry drastycznie się zmieniają. Zawodnicy zaczynają trenować z ogromną intensywnością, rośnie ich masa mięśniowa, a wraz z nią zapotrzebowanie na energię. Nastolatek potrafi wypocić na ciężkim treningu nawet od 1 do 1.5 litra płynów w ciągu godziny, tracąc przy tym cenne elektrolity. Statystyki w tej grupie wiekowej są wręcz alarmujące. Badania przeprowadzone na profesjonalnych letnich obozach piłkarskich wykazały, że nawet ponad 80% młodzieży przystępuje do porannego treningu w stanie klinicznego odwodnienia.

W tej grupie wiekowej picie samej wody podczas 90-minutowego, wyczerpującego sparingu czy turnieju to po prostu za mało. Brak węglowodanów grozi drastycznym spadkiem glukozy we krwi, co piłkarze często określają jako potoczne „odcięcie prądu” w końcówce spotkania. Na wyczerpujących sesjach treningowych konieczne staje się podawanie płynów izotonicznych, które dostarczają szybkiej energii oraz sodu niezbędnego do zatrzymania wody w organizmie. Najlepiej jednak unikać gotowych napojów z marketu i postawić na profesjonalne izotoniki w proszku, które można samodzielnie rozrobić w bidonie. Oferują one optymalne stężenie węglowodanów i cenne witaminy, pozbawione są natomiast szkodliwych dodatków chemicznych.

Detale, które robią różnicę u profesjonalistów

Na poziomie wyczynowym każdy gram energii ma znaczenie, a dorośli piłkarze potrafią stracić w trakcie meczu grubo ponad 2 litry potu. Głównym problemem dla zawodowców jest fizjologiczny limit naszych jelit, które są w stanie wchłonąć tylko określoną ilość cukrów w danym czasie. Aby to obejść, profesjonalna dietetyka sportowa stosuje tak zwane węglowodany wielokrotnego transportu. Poprzez łączenie różnych rodzajów cukrów, takich jak glukoza i fruktoza, sportowcy mogą przyswoić nawet do 90 gramów węglowodanów na godzinę bez problemów żołądkowych. Hitem ostatnich lat w dorosłej piłce są również innowacyjne hydrożele węglowodanowe. Po wypiciu zamieniają się one w żołądku w gęsty żel, który łagodnie i bezpiecznie przenosi gigantyczne dawki energii do jelit, chroniąc błonę śluzową przed podrażnieniami.

top produkty

Czego bezwzględnie unikać na piłkarskim boisku?

Zanim przejdziemy do tego, jak samodzielnie stworzyć idealny napój, musimy szczegółowo omówić to, co nigdy nie powinno znaleźć się w sportowym bidonie. Lista popularnych błędów żywieniowych jest niestety długa, a wybór niewłaściwego płynu może przynieść młodemu organizmowi więcej szkody niż pożytku.

W pierwszej kolejności należy zrezygnować z tak zwanych wód smakowych. Wielu rodziców uważa, że woda o smaku truskawkowym czy jabłkowym to zdrowy kompromis, który zachęci oporne dziecko do picia. W rzeczywistości jest to dietetyczna pułapka. Analiza składu popularnych wód smakowych pokazuje, że zawierają one zazwyczaj około 4,2 grama cukru na 100 mililitrów. Oznacza to, że wypijając zaledwie jedną szklankę (250 ml) takiego napoju, dostarczamy organizmowi ponad 10 gramów cukru. Co gorsza, wody te są całkowicie pozbawione sodu. Sód jest absolutnie kluczowym elektrolitem, który działa jak magnes na wodę – to on warunkuje wchłanianie płynu z jelit do pracujących mięśni. Pijąc słodką wodę bez sodu, zawodnik paradoksalnie wcale się nie nawadnia, a jedynie obciąża żołądek pustymi kaloriami.

Kolejnym ogromnym zagrożeniem, szczególnie dla dzieci i młodszej młodzieży, są gotowe, jaskrawo kolorowe napoje izotoniczne dostępne w butelkach w każdym supermarkecie. O ile, jak wspomniano wcześniej, starszy zawodnik potrzebuje izotoniku, o tyle te najtańsze, sklepowe wersje to często chemiczne koktajle. W ich składzie królują konserwanty, takie jak benzoesan sodu czy sorbinian potasu, a także syntetyczne słodziki typu aspartam i acesulfam K. Jednak najbardziej alarmująca jest obecność sztucznych barwników azowych, na przykład żółcieni chinolinowej czy żółcieni pomarańczowej FCF. Substancje te są na tyle szkodliwe, że przepisy prawa wymuszają na producentach umieszczanie na etykietach ostrzeżenia, iż mogą one mieć negatywny wpływ na aktywność i skupienie uwagi u dzieci. Trudno o gorszy wybór przed meczem, w którym koncentracja i szybkość podejmowania decyzji odgrywają kluczową rolę.

Kategorycznie zakazane w sporcie dzieci i młodzieży są również napoje energetyczne. Są one projektowane wyłącznie po to, by gwałtownie stymulować układ nerwowy, a nie dbać o gospodarkę wodną. Energetyki zawierają potężne dawki kofeiny, które w połączeniu z ogromnym stresem fizycznym na boisku, stwarzają realne ryzyko groźnych zaburzeń kardiologicznych u młodych ludzi. Dodatkowo charakteryzują się one tak gigantycznym stężeniem cukru, że w żołądku zachowują się jak płyny hipertoniczne. Oznacza to, że po ich wypiciu organizm musi „ściągnąć” wodę z krwiobiegu do jelit, aby rozcieńczyć ten ulepek, co błyskawicznie prowadzi do pogłębienia odwodnienia, bolesnych skurczów brzucha i biegunki.

Niezwykle ważnym, choć często przemilczanym problemem, jest niszczycielski wpływ komercyjnych napojów sportowych na zdrowie zębów. Większość sklepowych izotoników, wód smakowych i energetyków charakteryzuje się ekstremalnie wysoką kwasowością – ich pH waha się od 3.16 do 3.70, głównie za sprawą dużych ilości kwasu cytrynowego, który ma nadawać im orzeźwiający smak. Podczas intensywnego biegu piłkarze oddychają głównie przez usta. Prowadzi to do wysuszenia śluzówki jamy ustnej i drastycznego spadku ilości wydzielanej śliny, która jest naszym naturalnym buforem ochronnym. Kiedy brakuje śliny, a zawodnik regularnie przepłukuje usta kwaśnym, słodkim napojem, dochodzi do błyskawicznej erozji szkliwa, czyli jego trwałego, chemicznego rozpuszczania. Badania dowodzą, że sportowcy są z tego powodu znacznie bardziej narażeni na uszkodzenia zębów. Dlatego tak ważne jest, by po wypiciu napoju węglowodanowego przepłukać usta zwykłą wodą i pod żadnym pozorem nie szczotkować zębów natychmiast po powrocie do szatni (najlepiej odczekać od 30 do 60 minut).

Wody wysokozmineralizowane – kiedy po nie sięgać?

Wielu trenerów z pełnym przekonaniem poleca naturalne wody wysokozmineralizowane. To doskonały wybór, ale trzeba wiedzieć, jak z niego korzystać. Woda tego typu to fenomenalne i całkowicie naturalne źródło magnezu oraz wapnia w świetnie przyswajalnej formie. Pierwiastki te dbają o prawidłową pracę mięśni, zapobiegają bolesnym skurczom i wspierają układ nerwowy. Jest to napój wręcz idealny do codziennego nawadniania organizmu w spoczynku, a także jako główny napój na lekkich treningach dla dzieci. Należy jednak pamiętać o jednym ograniczeniu: woda mineralna nie zawiera kalorii. Jeśli gramy bardzo ciężki mecz na pełnych obrotach, sama woda nie zrekompensuje ubytku energii i nie ochroni nas przed spadkiem wydolności w kluczowych minutach spotkania.

Domowy izotonik: Najlepszy przyjaciel piłkarza

Aby mieć pewność, że dostarczamy organizmowi najlepszej jakości paliwo, pozbawione sztucznych barwników i konserwantów, warto przygotować własny napój sportowy w domu. Jest to rozwiązanie tanie, wyjątkowo zdrowe i polecane przez dietetyków sportowych.

Wystarczy wlać do bidonu 500 ml czystej wody (najlepiej nisko lub średniozmineralizowanej) i dodać do niej dwie do trzech płaskich łyżek naturalnego miodu. Miód stanowi fantastyczne źródło mieszanki glukozy i fruktozy, działając na jelita w sposób zbliżony do zaawansowanych matryc dla zawodowców. Kluczowym dodatkiem, o którym nie wolno zapomnieć, jest szczypta soli (kłodawskiej, himalajskiej czy kuchennej). To właśnie sód z soli zatrzyma wodę w organizmie i pozwoli jej szybko wchłonąć się do krwiobiegu. Całość warto przełamać sokiem wyciśniętym z połowy cytryny lub pomarańczy, co poprawi walory smakowe i dostarczy odrobiny witaminy C. Tak przygotowany płyn to najlepsze, fizjologiczne wsparcie, jakie można zaoferować pracującym mięśniom na boisku.

Strategia nawadniania znacząco ewoluowała z prozaicznego zaspokajania uczucia suchości w ustach do rygorystycznie udokumentowanej nauki. Wdrożenie opisanych zasad w codzienny rygor życia młodego i dojrzałego sportowca gwarantuje obiektywną maksymalizację potencjału neuromięśniowego oraz ochronę zdrowia w codziennym życiu, jak i na piłkarskim boisku.

Twój koszyk